Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LANZAROTE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LANZAROTE. Pokaż wszystkie posty

9 kwietnia 2016

FUNDACION DE CESAR MANRIQUE

Pamiętacie jeden z moich ostatnich wpisów podróżniczych?
Dotyczył on wielkiego, hiszpańskiego artysty - mieszkańca Lanzarote - Cesar'a Manrique. Godne podziwu są nie tylko same jego dzieła, ale również "sposób życia". Odwiedzając tę wulkaniczną wyspę, obowiązkowo na swojej mapie zaznaczcie Fundacion de Cesar Manrique - muzeum, powstałe w wyjątkowym domu artysty.

Dlaczego jest on taki wyjątkowy? Przekonajcie się sami!
Wnętrza domu, jak i sam koncept wywarły na mnie niesamowite wrażenie. Ten dom jest kwintesencją stylu i filozofii życia, z którą identyfikował się artysta.
Manrique wkomponował swój niewysoki, biały dom, na działce pokrytej czarną lawą, wykorzystując wulkaniczne jaskinie.

Efekt? Nieziemski! Unikatowy! Oryginalny! Można tak wyliczać bez końca...
Dolny poziom stanowią pomieszczenia urządzone w małych grotach wulkanicznych. Każde zaś z pomieszczeń jest utrzymane w innym stylu, dopracowanym w jak najmniejszych szczegółach.


W całym domu panuje kameralna i przytulna atmosfera. Bujna na zewnątrz, jak i wewnątrz roślinność przyczynia się do spokojnej i relaksującej atmosfery.


 W latach 90. dom Manrique zaadaptowano na muzeum i od tego czasu, zwiedzając go możemy się zachwycać wnętrzami, w  których żył i  działał Cesar.


Wewnątrz, na piętrze urządzono wystawę prac Cesara Manrique; jest także kilka mniejszych dzieł współczesnych mu artystów, np. Picassa oraz artystów kanaryjskich. 


7 lutego 2016

CESAR MANRIQUE

Mówi się o nim "człowiek, który wyrzeźbił wyspę". Ja nazywam go współczesnym da Vinci, bo będąc pod wrażeniem jego dorobku i genialnego zamysłu artystycznego, w pełni świadomie można go tak nazwać. Oczywiście opisując miejsca warte zobaczenia na Lanzarote nie sposób pominąć tę postać, bo to właśnie jej zawdzięczamy taki, a nie inny charakter wyspy, jej spójność i naturalne, niekomercyjne piękno. Wszystkie miejsca, jakie nas zadziwiają, ale i zachwycają są dziełem tegoż właśnie artysty. 


Zatem kim jest Cesar Manrique i co tak naprawdę zawdzięczają mu mieszkańcy Lanzarote?


Bohater mojego wpisu urodził się w 1919 r. w stolicy wyspy - Arrecife. Manrique postawił sobie za cel (zresztą osiągnięty) niedopuszczenie do zniszczenia tożsamości, wyjątkowości i spójności wyspy przez masowo napływających turystów ciekawych piękna Lanzarote. 


Promował tradycyjną niską, białą zabudowę oraz projekty architektoniczne w pełni harmonizujące z otoczeniem, przy wykorzystaniu lokalnych materiałów. 
W swojej twórczości architektonicznej (bo tylko na niej chcę się skupić) kierował się ideą harmonijnego połączenia nienaruszonej przyrody z wynalazczością człowieka. Wierzył, że te dwa połączenia mają realną szansę przetrwania i wspólnej egzystencji. 


Według lokalnych opowieści, mieszkańcy Lanzarote byli mocno zakompleksieni na punkcie wyglądu wyspy i jej zabudowy - wcześniej nieco się ona różniła, bowiem budynki były różnokolorowe. To dzięki Manrique nasze oczy mogą się dzisiaj cieszyć białymi, niskimi domkami z niebieskimi lub zielonymi okiennicami i drzwiami. 






To z jego rąk wyszły "żywe rzeźby" poruszane przez (zawsze obecny na wyspie) wiatr oraz wielkie dzieła przyrodniczo - turystyczne jak Mirador del Rio, Jameos del Agua, czy też Fundacion Cesar Manrique - dom artysty (każdy z tych obiektów zostanie osobno opisany). 
Pomysły artysty przetrwały nawet po jego tragicznej śmierci (Manrique zginął w wypadku samochodowym przed własnym domem). 


W kolejnych wpisach szczegółowo opiszę Wam "dzieła" artysty! 

30 stycznia 2016

PARQUE NACIONAL DE TIMANFAYA

Wybierając się na Lanzarote musisz mieć świadomość, że na tym hiszpańskim kawałku ziemi nie znajdziesz bujnych, zielonych trawników oraz gąszczu tropikalnej roślinności. 
Jak już wiecie, jest to wyspa powstała z erupcji wulkanicznej, całościowo pokryta lawą (nie licząc piaszczystych plaż i asfaltu:) ). Taki krajobraz sprawia, że to miejsce jest piękne, inspirujące, melancholijne i przede wszystkim jedyne w swoim rodzaju. Przypomina nam o zaskakującej potędze i nieprzewidywalności natury; zachęca nie tylko do beztroskiego relaksu, ale i poważnej refleksji...


"Pierwszego września 1730 r. między 9.00 a 10.00 wieczorem ziemia nagle się otworzyła... 
Z jej wnętrza wynurzyła się potężna góra, z której szczytu wydobywały się płomienie"


Jest to fragment z pamiętnika księdza Andres'a Lorenzo Curbelo, opisujący pierwsze dni erupcji wulkanicznych na tej właśnie wyspie.

Jak podają różne źródła, w latach 1730-1736, 25 wulkanów codziennie wyrzucało lawę, zalewało (do tamtej pory) żyzne połacie ziem i zmusiło wielu mieszkańców południowej części wyspy do desperackiej ucieczki nie tylko na północ, ale także na  inne islas. 
Do kolejnej erupcji doszło jeszcze w 1824 roku. 




W 1974 r. dzięki staraniom Manrique (niesamowity artysta lokalny, który odmienił całą wyspę; na jego osobę poświęcę cały jeden wpis, bo warto!), zalany lawą teren o powierzchni ponad 5 tys. hektarów przekształcono w Parque Nacional de Timanfaya. W 1993 roku UNESCO uznało park za rezerwat biosfery. Symbolem tego lokalnego dziedzictwa stał się zaprojektowany przez Manrique "Diablo de Timanfaya" (diabeł z Timanfaya).



Przed "stworzeniem" tego wpisu zastanawiałam się jakich użyć słów, aby opisać zastany tam krajobraz. "Diabelski, dramatyczny, ognisty, przerażający, poważny, nostalgiczny, zapierający dech w piersiach..." To tylko kilka przymiotników, jakich można użyć w odniesieniu do całości, nic jednak nie jest w stanie opisać jego wyjątkowości; najlepiej zobaczyć to miejsce na własne oczy, ponieważ nie przypomina ono żadnego innego, a wrażenie jakie pozostawia,towarzyszyć nam będzie przez całe życie, ilekroć tylko myślami powrócimy do tego zakątka. 

Parque Nacional de Timanfaya nie bez przyczyny nazywa się potocznie Górami Ognia (Mantanas del Fuego). W pierwszej części parku znajduje się kilka kraterów pozostałych po wulkanach aktywnych w XVIII w. i to właśnie tam możemy poczuć prawdziwość tej potocznej nazwy - kamienie znajdujące się kilka centymetrów pod ziemią siegają do 100 st. C, a w niższych partiach temperatura dochodzi nawet do 600. 



Pracownicy Gór Ognia za każdym razem prezentują turystom ową temperaturę, wsypując na nasze dłonie drobny żwir, który jest niezwykle gorący. Zwiedzający mają także szansę zobaczyć jak pracownicy wrzucają suche gałęzie lub siano do niewielkiego dołka w ziemi i te samoistnie zajmują się ogniem, a woda wlana wgłąb ziemi po kilku sekundach wystrzela jak gejzer.  




Na temat tych efektów krążą dwie opinie - wulkanolodzy są zdania, że pod powierzchnią ziemi nadal drzemie ocean gorącej lawy, pozostali zaś uważają, że jest to sprawka diabła z Timanfaya ... :)



Już wjeżdżając na teren parku zaskoczyć nas może różnorodność kolorów. Wydawać by się mogło, że nie zobaczymy tutaj nic ciekawego, kolorowego, a wszystko będzie szaro-czarne. Jednak oprócz szarości pojawiają się brązy i intensywne czerwienie. Na roślinność i faunę nie ma jednak co liczyć.




Przy wejściu do parku, na jednym ze stożków wulkanicznych Manrique zaprojektował punkt widokowy oraz restaurację El Diablo (a jakżeby inaczej), która serwuje dania z grilla ogrzewanego przez ciepło wulkaniczne.




Park można zwiedzać tylko autobusem, w specjalnie zorganizowanych wycieczkach. Musimy być jednak przygotowani na całkowity zakaz wychodzenia z autobusu. Osobom z chorobą lokomocyjną radzę porządnie się zastanowić, gdyż trasa całej wycieczki jest kręta, górzysta i baaardzo wąska. 



Ciekawym i odważnym pomysłem na zobaczenie niewielkiej części parku może być Ruta de los Camellos - przejażdżki na wielbłądach. 




18 stycznia 2016

GARŚĆ INFORMACJI O WYSPACH KANARYJSKICH

Każdą moją podróż poprzedza przygotowanie się do niej. I nie chodzi tutaj o zapakowanie walizki, czy wydrukowanie biletów ale o zapoznanie się z krótkim rysem historycznym, obyczajami, tradycjami itp. Dzięki temu  jestem w stanie lepiej poznać kraj, do którego się wybieram, zrozumieć ludzi oraz lokalną sztukę i tradycje... 
Tak też było podczas mojej wielkiej, pierwszej wyprawy zagranicznej w kierunku Wysp Kanaryjskich. Dzisiaj pozwólcie, że to ja przedstawię Wam kilka najistotniejszych informacji (w tej części: geograficzno-przyrodniczych) o niezapomnianej islas pokrytej gorącą czarno-czerwoną lawą i złotym piaskiem, otoczoną niekończącym się Oceanem, do którego codziennie "zanurza się" słońce - Lanzarote. 





Islas Canarias wchodzą w skład  Makaronezji, czyli grupy wysp wulkanicznych leżących na północno-wschodnim Atlantyku, do której zaliczają się także Azory, Madera, Wyspy Selvagens i Wyspy Zielonego Przylądka. 

Cały archipelag składa się natomiast z siedmiu wysp: Teneryfa, La Gomera, La Palma, El Hierro, Gran Canaria, Fuerteventura i Lanzarote; oprócz tego do Wysp Kanaryjskich jest zaliczany archipelag Chinijo oraz Isla de los Lobos.
Wszystkie wyspy archipelagu są wynikiem wybuchu podwodnych wulkanów. Przypuszcza się również, że Lanzarote jest z nich najstarsza, jednak do tej pory nie udało się tego udowodnić, ponieważ najstarsza część wyspy została zalana lawą w XVIII w. 








Bardzo często można uslyszeć, że Wyspy Kanaryjskie to kraina wiecznej wiosny. I w sumie to jest prawdą. Klimat Kanarów charakteryzuje brak pór roku (średnia maksymalna temperatura od 18 st. zimą do 24 st. latem - chociaż odczuwalna temperatura jest znacznie wyższa ;)). Opady na wyspie są niewielkie i nieregularne. Na Lanzarote deszcz jest niesamowicie rzadko spotykany (trzeba mieć niesamowitego pecha, żeby przyjechać na wakacje i zobaczyć deszcz ;)).











Największe "bogactwo zwierzęce" czeka na nas w świecie podwodnym. W wodach Oceanu pływa ponad 350 gatunków ryb śródziemnomorskich i tropikalnych, 26 gatunków wielorybów i przyjazne delfiny butlonose, które można obserwować podczas rejsów. 
W wulkanicznej ziemi rośnie ponad 2 tys. różnych gatunków roślin (!). Połowa z nich to gatunki występujące wyłącznie na Wyspach Kanaryjskich. 
Na ulicach znajdziemy czerwone hibiskusy, kolorowe goździki, bordowe drzewa poinsecji oraz zwane rajskimi ptakami egzotyczne pomarańczowo-niebieskie strelicje królewskie - symbol Wysp Kanaryjskich. Częsty widok to plantacje bananów, tytoniu, kwiatów,  gaje pomarańczowe i migdałowe oraz lokalne winnice. Bardzo popularne są także opuncje figowe o plackowatych liściach pokrytych kolcami.